Relacje, a doświadczenia i rozwój

Na drodze ewolucji człowieka, spotykamy się z różnymi wyzwaniami, doświadczeniami, zmianami.
Wszystko to nas kształtuje; to co za nami, to co teraz, to co przed nami.
Człowiek na drodze do samorealizacji i odkrywania – czy też poczucia swojej pierwotnej boskiej jakości ociera się o przeróżne doświadczenia:
Mistyczne, fizyczne, pokręcone, proste, wyniosłe, pragmatyczne, szalone, egocentryczne, empatyczne, empiryczne, epickie, dramatyczne itd, itp.
Na drodze swoich doświadczeń człowiek kształtuje swoją postawę wobec życia i swojej drogi, zaczyna oceniać, oraz kwestionować:
Co mu służy?
Co mu nie służy?
Czego chce?
Czego nie chce?
Jaką i którą drogą chcę podążać?
A na jaką i którą na pewno nie chce wkraczać.
Na podstawie, doświadczeń, wysnuwania marzeń i odkrywania swojej osobowości człowiek wybiera jakiś konkretny kierunek i albo ten kierunek go uszczęśliwia albo nie.
Albo wiatr mu sprzyja albo nie.
Albo jest to walka albo jest to wędrówka.
Jeśli wybiera odpowiednią dla siebie drogę to przejaw tego pojawia się na pierwszym planie, jeśli natomiast nie jest to tym co czyni go szczęśliwym i nie uskrzydla go, to może jest to okres gdy trzeba o coś zawalczyć, albo to po prostu nie to.

Mamy piękną spokojną niedzielę po nowym roku, postanowiłem się zatrzymać i przeanalizować swoje życie. Pragnę się również podzielić tą analizą ponieważ po kilku latach izolacji od związków i jakichkolwiek relacji poczułem jak olbrzymią wartością jest posiadanie, a raczej bycie w relacji – w możliwości polegania na sobie wzajemnie, na byciu wysłuchanym i na możliwości stanowienia dla kogoś podpory emocjonalnej i psychicznej. Bowiem od tego w moim skromnym zdaniu zaczyna się „jaźń” która z czasem ma wielkie szanse przekształcić się w przyjaźń.

A więc tak, trochę opowiem o tym co działo się ze mną przez ostatnie kilka lat.
Na wskutek podtrzymywania relacji wszedłem w grę spełniania czyichś oczekiwań, nie potrafiłem odpuścić, zaakceptować, że nie wszystkie relacje muszę mi służyć. Zamiast odpuścić i poczekać na przejaw ludzi nowej generacji i jakości w moim życiu, kurczowo trzymałem się starego, bo wewnątrz w środku wiedziałem, że jeśli teraz nic mnie nie przytrzyma blisko domu to opuszcze go na lata, a może i na zawsze.
Wiedziałem że jest to zmiana, która raz na zawsze może odmienić, a nawet uciąć niektóre relacje w moim życiu.
Czasem bałem się że dla bliskich mi osób, jestem trochę jak to światło.
Światło które daje nadzieje, na lepsze jutro – tym też właśnie chciałem się zająć – kreowaniem Świetlistej Przyszłości dla siebie i otoczenia, lecz nie potrafilem wytłumaczyć sobie, że aby się tym zająć na poważnie potrzebuję zaangażować się w to w 100% i przede wszystkim nie pozwolić innym wtrącac się w moje wybory, ani sabotować mojej wędrówki ku rozwojowi.
Czułem że przede mną kolejny etap w życiu i że jest już czas zaangażować się na poważnie w swoje życie zawodowe, w swoją karierę.
W momencie gdy ją rozwijałem i budowałem swoją markę i powiedzmy pozyskiwałem pierwszych zadowolonych klientów i zaufanie wśród ludzi uderzył mnie czas i konieczność.
Uderzył mnie, bo moja praca i pasja, która dawała mi szczęście nie rozwijała się dosyć szybko by spełniać potrzeby ludzkie XXI wieku, chodzi oczywiście o moją niezależność finansową.
Cóż musiałem odpuścic pasję na jakiś czas, a więc przez ostatnie lata zanużyłem się po uszy w pracy i pokonywaniu swojego ego bowiem pracowałem w firmach, niezgodnych z moją etyką pracy, tylko po to by przeżyć – by mieć za co żyć.
Cóż gdyby to była praca za granicą, w której zaoszczędziłbym kilka tysięcy miesięcznie pewnie wszystko potoczyłoby się inaczej, niestety na wskutek toksycznej zależności i zatracenia siebie dałem się wdrożyć w wyścig szczurów, do prac gdzie człowiek nie jest szanowany, a jest jak trybik w maszynie, który po zużyciu zostaje wymieniony na nowy.
Pracowałem w miejscach gdzie doceniano tylko pracowników pracujących za 2, za trzy osoby, stanowiska na raz i taka postawa budziła respekt wśród współpracowników i osób przełożonych. Tylko czy to właśnie praca poprzez wyzysk powinna dawać satysfakcje?
Oczywiście, że nie!
Człowiek powinien wykonywać swoją pracę w naturalnym wymiarze godzin i jeśli firma nie jest zoptymalizowana, lub system w pracy jest zmaksymalizowany na zysk, a nie wydajność i prawa pracownika to niestety, ale samo uczestniczenie w takiej roli uderza mocno w poczucie właśnej wartości.
Zanim poszedłem do tej pracy czułem że każda komórka mojego ciała czuje że to bedzie wyzysk i że to nie to.
Akurat kończyły mi się pieniądze i w pewnym sensie stanąłem przed sytuacją, w której zostałem wywieziony do obcego mi miasta, w wielkim stresie i nie do końca przygotowany na przeprowadzkę. Niemniej jednak materia przycisnęła mnie właśnie do tego typu pracy i działania, chaotycznego i pochopnego, zbagatelizowałem jaka to praca i rodzaj, ważnym było że mogłem dzięki temu zatrudnieniu skorzystać z bonu na zasiedlenie i odzyskać stracony czas i oszczędności, które wiele razy trwoniłem.
Po prostu pomimo tego, iż środowiska alkoholowo-imprezowe były mi obce, potrafiłem wydać spore części oszczędzności na rzeczy, które w przyszłości mogłyby się przydać.
Problem polegał na tym, że na dany moment nie dawały żadnej wartości prócz uczucia, że robi się cokolwiek co pozostaje fizycznie w stronę swoich marzeń.

Czułem olbrzymi poziom wyobcowania, zgoliłem zarost i włosy bo wstyd mi było, że pracowałem w takim miejscu – sprzecznym z moimi ideami – I to po studiach, jako człowiek „wykształcony”. Zmieniłem tożsamość – miałem nowy start nikt mnie nie znał w tym mieście, ukryłem się w roli pracownika i póki nie nawiązałem relacji ze współpracownikami, nie przyznawałem się do tego, że jestem po studiach. (Wszak wyglądam młodo – To i mogłem być równie dobrze na pierwszym roku studiów.)
Teraz patrze na to doświadczenie inaczej – w tej pracy wiele się nauczyłem i są to doświadczenia, które mnie wzmocniły i wzbogaciły, a przede wszystkim należy pamiętać, że żadna praca nie hańbi.
A więc sam sobie zafundowałem wygnanie, jakiś kawałek mnie widocznie potrzebował tego doświadczyć i to już nie pierwszy raz – tylko po to by odkryć jaki jestem wewnątrz silny i że potrafię się szybko zaaklimatyzować do środowiska, do przeróżnych środowisk.
Jakaś część mnie chciała zobaczyć jak to jest być zdanym tylko na siebie i własną determinację i siłę, po to by odkryć i umocnić ją w sobie, oraz na poziomie nieświadomym po to by docenić wsparcie, które mam każdego dnia od członków mojej rodziny, od przyjaciół i innych istot, które wspierają mnie na mojej ścieżce.
Jest to mój osobisty proces, nie mniej jednak pragnę z całego serca podzielić się tymi doświadczeniami ponieważ nie były łatwe a wniosły do mojego życia olbrzymią siłę, oraz ponadczasową pamięć że rodzina, to wielki skarb i wartość, której nigdy nie należy zaniedbywać.
Nawet jeśli czujemy w stosunku do rodziny różne emocje, to tylko siadać i z tym pracować, skonfrontować się ze wspomnieniami w których wystąpiły pierwszy raz te silne emocje, zaakceptować je obserwować i wybaczyć sobie i innym.
Bo przecież każdy z nas chce dla siebie dobrze, wszyscy popełniamy błędy – bowiem wszyscy jesteśmy ludźmi. Zamiast się nakręcać i Tworzyć negatywne stosunki na podstawie emocji, traum czy sytuacji, w których poczuliśmy się skrzywdzeni, obnażeni czy też smutni.
Ważnym jest by podziękować za te doświadczenia, wyciągnąć wnioski i pamiętać jak rodzina jest ważna, gdyby nie oni – rodzice nie było by was dziś na świecie więc szanujmy naszych rodzicieli i pamiętajcie, że cokolwiek przez co teraz przechodzicie minie. Oni prawdopodobnie też przechodzili przez różne trudy. Mimo wszystko warto się wspierać i dbać o siebie wzajemnie.

Pamiętajcie każdy z nas sam jest odpowiedzialny za swoje wybory, lekcje i błędy.


Dziś zaczynam nowy etap, jestem świeżo po przeprowadzce i postanowiłem świadomie zwolnić i się zatrzymać spojrzeć na swoje życie i otulić je kołderką miłości.
Z natury lubię się „challengować”, lubie wyzwania, lubie się rozwijać i popychać do przodu, lecz czuje że w tym właśnie aspekcie mojego życia przyszedł czas na odpuszczenie i konfrontacje ze spiętrzonymi emocjami i dyskomfortem związanym z tym że patrzę w lustro i czasem widzę że wcale nie jestem szczęśliwy.

Czas to zmienić!

Tak się składa, że w moim życiu na wskutek pracy ze sobą i wewnętrznej decyzji o konfrontacji z samym sobą życie odpowiedziało do mnie tym samym – miłością i uważnością.
Pojawił się w moim życiu ktoś ważny; ktoś kto często przypomina mi o tym jak ważnym jest mieć w swoim życiu przyjaciół i osoby, na których można polegać – osoby, które dadzą Ci wsparcie, oraz osoby o podobnych bądź też spójnych marzeniach, czy też wartościach w życiu.
A więc jestem otwarty Wszechświecie, już nie forsuje niczego, pragnę żyć, doświadczać i cieszyć się każdym przejawem miłości w swoim jestestwie. Tak, tak można – Tak jak i ja i Ty urodziłeś/urodziłaś się pod tym gwieździstym niebem i zasługujesz na wszystko co najlepsze.
Pozostań otwartym na świat i możliwości.
Zaufaj i daj się prowadzić.
Filip.

2 myśli na temat “Relacje, a doświadczenia i rozwój

  1. witaj Filipie 😉 fajnie, że się dzielisz swoją historią.
    czytając Twoje myśli, tak się zastanawiam.. że może te 'złe' wybory są po prostu częścią naszej ścieżki? bez nich nie bylibyśmy tym kim jesteśmy teraz.. a poza tym w tamtym momencie wydawały się sensowne, więc nie ma co żałować, czas nigdy nie jest stracony. najważniejsze jednak to właśnie zacząć podejmowac takie decyzje 100% w zgodzie ze sobą ✨
    trzymam kciuki za nowy etap życia 🙂

Dodaj komentarz